Byłem, widziałem, zachorowałem… Mercedes AMG GT…

Pisałem już wcześniej o zbliżającej się premierze nowego Mercedesa AMG GT. Zastanawiałem się, jak bardzo będzie podobny do Porsche 911. Na zdjęciach, szczególnie z boku i z tyłu, wyglądał jak brat 911. Dziś miałem okazję zobaczyć go wreszcie na żywo. I muszę Wam powiedzieć, że tylko boczna linia może się kojarzyć z Porsche, chociaż po głębszym zapoznaniu już taki pewien nie jestem. Samochód ma swój kod DNA, mocny, sportowy, zadziorny, w końcu to AMG, a ta firma z kompromisów nie słynie. I dobrze 🙂

Trochę się bałem silnika, myślałem że brak starej, dobrej wolnossącej v-ósemki zepsuje całość. 

Bogu dzięki że się myliłem. Widać, że inżynierowie AMG spędzili wiele czasu na jego zestrojeniu, zresztą jak mogłem w nich wątpić… Sam silnik brzmi pięknie, mocno i jak na AMG przystało, basowo, z charakterystycznym, głębokim „bulgotem” – REWELACJA !!! Dodany do tego mocny i agresywny wydech po prostu zapiera dech w piersiach. Uruchomiłem silnik i zwariowałem, widać że Mercedes nie oszczędzał. Słyszałem wiele opinii że to „podróbka” SLSa AMG, że tani to szału nie będzie, że z małym silnikiem…. NIKT NIE MIAŁ RACJI. Jest tak jak w AMG zawsze było – mocno, bez kompromisów, sportowo i cholernie emocjonalnie.

GT S po krótkiej przejażdżce przekonał mnie do siebie w każdym calu, nie rozczarował mnie i jak pamietam swój pierwszy kontakt i jazdy SLSem AMG, zadziałał na mnie dokładnie tak samo – wylazłem z fotetela z bananem na ustach, nie mam słów żeby opisać jakie wywołuje emocje. Żebyście mogli zrozumieć o czym chciałbym napisać, polecam Wam za jakiś czas odwiedzić Dealerów Mercedesa, wybłagać handlowca żeby otwarł Wam samochód i uruchomił silnik.

Ja także na codzień sprzedaję Mercedesy ( tak przyznałem się Kate, która naciskała mnie w komentarzach do postu o zawieszeniu klasy S – Magic Body Control, żebym się ujawnił ) i jak prezentuję klientowi jakiś model AMG, to zamykam usta i nic nie mówię. Sadzam go za kierownicą, uruchamiam silnik i po krótkiej rozgrzewce motoru, pozwalam pobawić się pedałem gazu. Nie przeszkadzam klientowi w delektowaniu się tymi dźwiękami silnika i wydechu, w próbie ujarzmienia pod nogą kilkuset mocnych i narowistych, dzikich koni. Nie gadam, żeby mógł poczuć co się dzieje wokół niego i w nim samym. Nie próbuję zatrzymać rozpędzonej lawiny jego emocji i fascynacji, wręcz wiem że nie mogę mu przeszkadzać w tej bardzo emocjonalnej chwili. Każdy facet doskonale to rozumie, to tak jakby podczas meczu Twojej ulubionej drużyny ktoś bezustannie robił Ci wykład na temat sportu o którym nie ma pojęcia 🙂

I co dalej?? Już tylko odpowiadam na kilka pytań o samochód, konfigurujemy wyposażenie, piszę umowę, a później odbieram bezustanne telefony z niekończącym się pytaniem – „kiedy będzie wreszcie do odbioru?”. I po 15-tu latach takiej pracy, te pytania nie są w stanie mnie zirytować. Dlaczego? Bo sam od czasu do czasu mam okazję pojeżdzić różnymi modelami spod znaku AMG, i za każdym razem przeżywam to jak małe dziecko nową zabawkę… Tak, jestem zakochany w AMG !!! Spróbujcie kiedyś to się zarazicie, tylko ostrzegam 🙂 tego się nie da już wyleczyć nigdy !!! Zobaczcie poniżej kilka realnych zdjeć Mercedesa AMG GT, które strzeliłem komórką, trzęsącymi się z wrażenia rękami 🙂 Zobaczcie film i posłuchajcie jak pracuje silnik z układem wydechowym, chociaż tego się nie da niczym nagrać, tego trzeba posłuchać na żywo, jak koncertu Metaliki :-!  Maciek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

8 komentarzy “Byłem, widziałem, zachorowałem… Mercedes AMG GT…”