„Masa o pieniądzach polskiej mafii” i samochody

 

Witajcie 🙂

Chciałbym Wam napisać kilka słów o książce, którą ostatnio miałem okazję przeczytać. „Masa o pieniądzach polskiej mafii” – to forma opowiadania i wywiadu, w której Jarosław Sokołowski pseudonim „Masa”, zwierza się współautorowi – Arturowi Górskiemu, w jaki sposób mafia pruszkowska zarabiała na swoje wystawne życie i niekończące się przyjemności 🙂 

Zapewne kojarzycie film „Świadek Koronny”, czy serial „Odwróceni”, szczerze mówiąc te dwie pozycje zobaczyłem i jak dla mnie były ciekawe, a również w zdecydowanej większości opierały się na zeznaniach Masy, który został świadkiem koronnym w procesie mafii pruszkowskiej.

SONY DSC

Świadek Koronny – piękna instytucja wymyślona na potrzeby wymiaru sprawiedliwości, dla tych z drugiej strony barykady – po prostu zwykły „kapuś”. Można by pewnie długo się spierać czy dla ochrony nas – obywateli – przed niebezpiecznymi ludźmi, czy do walki z mafijną konkurencją? Pewnie i w jednym i w drugim stwierdzeniu jest trochę prawdy.

Życie gangsterów, trzeba przyznać jest trochę fascynujące, i po przeczytaniu (czy obejrzeniu) „Ojca Chrzestnego”, „Rodziny Soprano” lub też „Zakazanego Imperium”, większość zdrowych facetów trochę marzy, jakby to było być takim ważnym mafiozem. Mieć w rękach wielką władzę, robić niebezpieczne rzeczy, jeździć najlepszymi samochodami i otaczać się najpiękniejszymi kobietami 🙂 Organizować niesłychane imprezy i generalnie spijać całą śmietankę samych tylko przyjemności tego świata, bez oczywistych mogących nas spotkać konsekwencji w postaci więzienia,  czy nie daj Boże szybkiego końca kariery z ołowiem w tyłku 🙂 (o takich też jest w książce mowa).

I na nasze szczęście zdecydowana większość, nie ma na tyle odwagi żeby spróbować 🙂 Pomarzyć zawsze można 🙂

W związku z tym zabrałem się do czytania wspomnianej pozycji. Były Świadek Koronny – Masa, opowiada o kobietach, kasie, numerach które w życiu wywinął, świetnej zabawie, ale i stresie który takiemu typowi „działalności gospodarczej” towarzyszy. Wprost wskazuje z imienia i nazwiska ludzi z pierwszych stron gazet – polityków, księży, itd, z którymi prowadził swoją gangsterską działalność. Jak widać, dalej mają „mocne plecy”, bo nawet zeznania „koronnego” krzywdy im nie uczyniły.

Nie będę Wam opowiadał książki, Ci którzy przeczytali wiedzą o czym mówię, a tym z Was którzy jeszcze nie mieli okazji – polecam. Jest wciągająca, ja ją połknąłem w kilka wieczorów.

Żeby nie było, że na blogu moto piszę o wywiadzie z gangsterem, to o związku mafii z motoryzacją kilka zdań. W swoim wywiadzie Masa opisuje, w jaki sposób kradzione były samochody. Z reguły z Niemiec – Audi, BMW, Volkswageny ( tych dużo zamawiała Kuria Biskupia 🙂 ), a w zdecydowanej większości Mercedesy. Bo polska mafia lubiła blichtr i jak mówi Masa – Mercedes to prestiż, komfort, górna półka. Nie żebym tu „pił” do Audi czy BMW, przytaczam opinię Pana mafiozy, która dalej mówi, że innymi niemiecki markami mogli jeździć żołnierze Pruszkowa, poborcy haraczy, cinkciarze i jeszcze parę innych zawodów, których z racji kultury nie wymienię z nazwy 🙂 Tylko Zarząd Pruszkowa mógł mieć Meśki …

OK, samochód zmienił w Niemczech właściciela, ale trzeba go było jakoś dostarczyć do Polski lub pod zamówienie kooperujących „firm” ze wschodu. Numery silnika i nadwozia przebijane były w „dziuplach” za zachodnią granicą, później spokojnie czekały na transport. Pojawił się jednak problem – jak je zalegalizować, żeby oficjalnie przejechać granicę? Pruszków miał „łeb nie od parady” – i nie tylko do hektolitrów wlewanej w siebie wódy, czy narkotyków – więc wymyślili system. Najpierw trzeba było skorumpować urzędników w Wydziale Komunikacji. Jedni brali łapówki, Ci którzy nie chcieli współpracować, zmieniali zdanie po kilku przypadkowych wydarzeniach z udziałem własnym lub swoich bliskich. Kiedy Wydział Komunikacji już mógł rejestrować kradzione wózki, trzeba było kogoś wpisać w dowód rejestracyjny. Pruszków nie działał jednak w tym względzie tak jak dzisiejsi importerzy używanych samochodów w naszym kraju, którzy jak się okazuje, w wielu przypadkach wpisują w umowy kupna-sprzedaży nienarodzonych Niemców, Francuzów, Belgów itd. Inteligencja …. Oni wymyślili, że każdy samochód (lub kilka naraz), będzie rejestrowany na prawdziwego, żyjącego i istniejącego Polaka. I nie brali popularnych „lumpów” spod sklepu, tylko porządnych obywateli 🙂 Pewnie pamiętacie czasy, kiedy to przy wejściach na klatki schodowe bloków lub na skrzynkach na listy, były pełne dane właściciela mieszkania. I taki Pruszków brał numer bloku, nr mieszkania, imię i nazwisko klienta, który to stawał się dumnym właścicielem Mercedesa, Audi czy BMW 🙂 A kiedy Policja zabrała się do walki ze złodziejami samochodów, wzywała obywatela na przesłuchanie, pytając co zrobił z czterema Mercedesami i skąd je miał. Pacjent ze zdziwieniem w oczach, nie wiedząc o co chodzi, stwierdzał, że on nawet prawa jazdy nie ma, więc po co mu samochód, a w dodatku jeszcze cztery??? 🙂

Takich gagów w książce znajdziecie sporo, już nie peplam więcej tylko zachęcam Was do przeczytania. Nauki z tego wielkiej nie wyciągniecie (i oby tak było 🙂 ), ale zaspokoicie ciekawość i dowiecie się co Polak potrafi 🙂 Rozrywka gwarantowana 🙂

Miłego czytania 🙂 Pozdrawiam Was – Maciek.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

17 komentarzy “„Masa o pieniądzach polskiej mafii” i samochody”