Rola jak w MIŚ-u – czyli Włodzimierz Zientarski w reklamie Toyoty

Czytając ostatnio wirtualnemedia.pl, natrafiłem na artykuł dotyczący skarg na reklamę Toyoty, które wpłynęły do Komisji Etyki Reklamy, działającej przy Radzie Reklamy. Skargi dotyczyły spotów, z których jeden możecie zobaczyć powyżej, a brzmiały tak:

1. „…reklama wprowadza widza w błąd, naśladując formułą program redakcyjny pt. „Auto Magazyn dla przedsiębiorców” i wykorzystując tym samym renomę prawdziwych magazynów i tytułów prasowych. „Dodatkowo udział w tej reklamie znanego dziennikarza stanowi naruszenie wszelkich dziennikarskich zasad etycznych oraz kodeksów prasowych i telewizyjnych” – napisał skarżący”.

2. „…reklama imituje prawdziwą audycję i nie ma żadnych znaków, że to reklama. „Na ścianie napis AUTOMAGAZYN DLA PRZEDSIĘBIORCÓW. Nieuważny odbiorca przyjmie, że to jest normalny program TV. Świadome podszywanie się pod audycję TV. Żadnych znaków, że to jest reklama, tym bardziej wprowadzający w błąd udział red. Zientarskiego autospeca. Uważam, że powinno być wyraźnie zaznaczone, że to jest po prostu reklama. A tak, to jest to nieuczciwe” – napisano w skardze”.

Komisja Etyki Reklamy nie dopatrzyła się złamania żadnych zasad, zarówno przez Toyotę jak i znanego dziennikarza – Włodzimierza Zientarskiego. Skargi zostały oddalone.

Z ciekawości przeszukiwałem internet, poszukując najważniejszych dla mnie opinii, czyli Waszych komentarzy. W zdecydowanej większości są jednak negatywne, pojawia się opinia, że Pan Zientarski podjął złą decyzję, biorąc udział w reklamie japońskiej marki. Widać mnóstwo głosów tych, którzy przestali wierzyć już Panu Włodzimierzowi, traktowanemu do tej pory jako autorytet w sprawach motoryzacji. Po przeczytaniu tych wszystkich ocen i ja zacząłem się zastanawiać, co bym na jego miejscu zrobił i jak oceniam jego wybór. No i niestety dochodzę do takich samych jak większość wniosków. Nie można już być niezależnym dziennikarzem, reklamując daną markę, tego nie da się pogodzić w żaden sposób. I to jedna strona medalu.

Dalej już nie jest tak oczywiście….

Druga (i chyba znacznie ważniejsza) jest taka, że jak czytam niektóre testy samochodów, to znając się na tym co nieco, zauważam tak zwane teksty sponsorowane. Widać w nich wyraźnie, jak testujący wykazuje same plusy danego produktu, często przymierzając go do samochodu konkurencji, który w porównaniu wypada dość blado. Później relacja prawie jednoznacznie wskazuje faworyta, a w stronniczej ocenie – nazwijmy to ładnie – „lokowanego produktu”, wskazywany jest niewielki minus, który po delikatnej sugestii dla widza czy czytelnika, może jednak w efekcie zostać plusem 😉 I my widzowie czy czytelnicy poddani takiej manipulacji, wiemy już co jest białe a co czarne. Często w rozmowach z klientami widać to jak na dłoni. Czytają, oglądają, i na tym opierają swoje wyobrażenie o produkcie. Nie będę przytaczał tu wielkich historii w których mam przyjemność uczestniczyć, choć pewnie każdy z Was spotyka się z nimi na co dzień, w sieci, TV czy prasie. Każdy z nas ma także wpojone, przekazywane z pokolenia na pokolenie, stereotypy. A to, że Toyota jest najmniej awaryjna (w tym także umacnia nas Pan Zientarski w rzeczonych reklamach), Volvo jest najbezpieczniejsze na świecie, BMW jest dla dresiarzy, „Fiat i Ford gó….no wort”, Mercedes się psuje i rdzewieje, kupując Land Rovera najlepiej zamówić dwa – żeby mieć czym jeździć jak jeden właśnie stoi w serwisie, właściciele Alfy Romeo nie pozdrawiają się w południe na drodze – bo rano widzieli się w serwisie, itd.itd.

Tylko prawda jest taka, że technologia posuwa się w zastraszająco szybkim tempie, niektórzy nadążają, inni próbują gonić, kolejni z zadyszką ciągną się na końcu peletonu. Jednym udaje się stworzyć dobry produkt, inni mają swoje słabe chwile, ot po prostu – raz na wozie, raz pod wozem. Tak było, jest i tak będzie…

Analizując więc obie strony medalu, jestem nadal rozbity, i w sumie to nie potrafię określić, czy Pan Włodzimierz Zientarski zrobił dobrze, czy popełnił błąd. Myślę, że zrobił pierwszy krok w nieznane, inne dla nas wszystkich.

Cóż za różnica, czy jest się dziennikarzem piszącym (nagrywającym etc.) sponsorowane testy, działając trochę podstępnie i z ukrycia, czy też dziennikarzem który oficjalnie lokuje, promuje i reklamuje dany produkt??? A może trzeba pochwalić takie zachowanie? W końcu jak na dłoni i bez ściemy widać, że to reklama, a nie podstępne, sponsorowane testowanie…

Sam już nie wiem czy wolę sponsorowany artykuł, który nabija mnie w butelkę, czy reklamę w słabym aktorskim wykonaniu Pana Włodzimierza.

Jedno wiem na pewno, „parówkowym skrytożercom mówię stanowcze NIE” !!!

Maciek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

9 komentarzy “Rola jak w MIŚ-u – czyli Włodzimierz Zientarski w reklamie Toyoty”