Sprzedaż samochodów w 2016 r., lepsze nowe czy używane? Co wybrać? Jak finansować?

Pracując w Mercedesie mogę śmiało powiedzieć, że polskie firmy czy wolne zawody mają się w naszym kraju całkiem dobrze. Sprzedaż nowych samochodów kwitnie, można by powiedzieć, że społeczeństwo się bogaci. A jak jest w rzeczywistości? Jak ma się nasza klasa, czyli pracownik na etacie? Chyba w tym momencie nie będę tego rozstrzygał, pozostawię to Wam…

Żeby jednak były podstawy do myślenia i oceniania rzeczywistości, napiszę kilka faktów i liczb obrazujących sprzedaż w pierwszej połowie bieżącego roku, a wyglądają one następująco:

Sprzedaż nowych do końca czerwca wyniosła w Polsce 210 tysięcy (rejestracje). To o 20% więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. W samym tylko czerwcu zarejestrowaliśmy 38,5 tysiąca nowych samochodów, tu wzrost rok do roku wyniósł aż 27%. Liczby pokazują, że nasz kraj wpisuje się w europejskie trendy sprzedaży nowych samochodów, rośniemy i to dobrze. W jaki sposób można zatem wyjaśnić, że w samych tylko Niemczech, do czerwca br. sprzedało się aż 1,73 miliona aut, we Francji 1,143 miliona? Ostateczne porównanie sprzedaży w 2016 roku wg prognoz, pokazuje sprzedaż w naszym kraju na poziomie 420 tyś. samochodów nowych, w Niemczech ok. 3,3 miliona. Aż ciśnie się na usta, że Niemcy są bogatsi, lepiej zarabiają itd…. Oczywiście ciężko z tymi faktami polemizować. Warto jednak w tym miejscu dodać, że Niemcy trochę inaczej kupują samochody niż Polacy. W naszym kraju nadal królują zakupy za pomocą finansowania w leasingu, kredycie i częściowo w gotówce. A w Niemczech? Zdecydowanie przeważa wynajem. Gdybyśmy zamiast zaciągać kredyty czy leasingi, spłacając cały samochód wraz z odsetkami (wysoka rata), zdecydowali się na tańszą formę korzystania z wymarzonego pojazdu, to może powyższe liczby wyglądałyby inaczej?

Żeby dać Wam obraz powyższego, chciałbym przedstawić kilka faktów pokazujących jak my nabywamy samochód, a jak w zdecydowanej większości robią to Niemcy czy inni mieszkańcy Europy.

Do porównania wybrałem model Mercedesa klasy A180, zakładając cenę jego nabycia równą 100 000 zł brutto.

Kalkulacja leasingu – wpłata własna 10% (10 000 zł brutto), okres leasingu 36 miesięcy, wykup 1% ( 1 000 zł brutto). W tej wersji rata miesięczna wyniosła 2 828.79 zł brutto.

Zakładając, że ktoś zarabia 3 500 zł miesięcznie (na rękę), obciążenie w tej wysokości pokazuje jasno, że zakup jest niemożliwy, za coś jeszcze trzeba utrzymać rodzinę, samochód, mieszkanie itd.

Kalkulacja najmu – wpłata własna 10% (10 000 zł brutto), okres najmu 36 miesięcy, limit przebiegu 60 tyś.km. W tej wersji rata miesięczna wyniosła 1 581.51 zł brutto.

Czy ktoś zarabiający wspomniane 3 500 zł miesięcznie może sobie pozwolić na wynajem nowego Mercedesa? Oczywiście wpływ ma na to wiele innych, pozostałych obciążeń domowego budżetu, jednak najem daje już realną możliwość stania się użytkownikiem marki Premium.

Reasumując – gdybym dysponował wolnymi środkami w wysokości powiedzmy 800 zł miesięcznie, to zamiast kupować używkę niewiadomego pochodzenia, wymagającą napraw czy innych inwestycji, dodatkowo męcząc się z kredytem przez ponad 5 lat, wynająłbym nowy za ok. 50-60 tyś. zł – Hyundai, Toyota, Kia, Ford itd… Mam nowy samochód, z gwarancją, assistance, może nawet z serwisem i ubezpieczeniem w cenie. Po trzech latach zostawiam go dealerowi, odpada mi z głowy szukanie nabywcy na używany, targowanie i marudzenie… Odbieram kolejny i znów cieszę się nowym nabytkiem.

I w tym miejscu zakładam się z Wami, że za kilka lat leasing, kredyt i gotówka odejdą w zapomnienie, będziemy wynajmować. 

Co zatem piszczy w blachach samochodów używanych? W pierwszym półroczu 2016 importowaliśmy do Polski aż 448 tysięcy szt. To ponad 100% więcej niż sprzedaż nowych. W samym tylko czerwcu trafiło do nas prawie 80 tyś. samochodów z „drugiej ręki”. Instytut Badań Rynku Motoryzacyjnego SAMAR szacuje, że do końca roku Polska przekroczy 900 tysięcy sztuk sprowadzonych samochodów używanych. To znów ponad 100% więcej niż nowe.

Często w rozmowach z klientami słyszę, że wolą zakupić 10-15 letnie auto używane Premium, niż nową Toyotę, Forda, Suzuki czy inną markę z porównywalnego segmentu. Pokazując powyższy przykład leasingu (czy kredytu) i najmu, wolałbym wynająć nowy samochód niższej klasy, aniżeli spłacać raty przez 6-8 lat na leciwy samochód klasy Premium, gdzie w wielu przypadkach awaria jest tak droga w naprawie, że staje się mało opłacalna lub po prostu użytkownika na nią nie stać. Jeszcze jedna ważna sprawa – nie porównuję tu bardzo tanich używanych samochodów. Zdaję sobie sprawę, że nie sposób myśleć o zakupie nowego, biorąc kredyt na używkę kosztującą 10-20 tyś. zł.

Wracając do importu samochodów używanych, poniżej znajdziecie TOP10 najbardziej popularnych modeli:

1. Audi A4 – 18 013 szt.
2. Volkswagen Golf – 17 080 szt.
3. Volkswagen Passat – 16 139 szt.
4. Opel Astra – 15 991 szt.
5. BMW 3 – 13 338 szt.
6. Renault Scenic – 9 256 szt.
7. Opel Zafira – 9 035 szt.
8. Ford Focus – 8 850 szt.
9. Audi A3 – 8 758 szt.
10. Audi A6 – 8 749 szt.

Źródło: Samar

14 myśli na “Sprzedaż samochodów w 2016 r., lepsze nowe czy używane? Co wybrać? Jak finansować?”

  1. Zarabiając 3500 zł miesięcznie kompletnie nie jest możliwe płacenie raty za samochód premium w wysokości 1500 zł. Połowa pensji ma iść na opłatę za samochód? Chodzić do pracy po to aby spłacać samochód na którego nas nie stać? Kuriozum! Zarabiając 3500 zł miesięcznie co najwyżej można sobie kupić używany samochód o wartości 10-15 tys. zł za gotówkę. Czyli tyle ile wynosi ta wpłata własna 10 proc. Druga sprawa to kompletnie bez sensowne jest kupowanie przez osobę fizyczną nowego samochodu po to aby po 3 latach go pozbyć.

    Ale w sumie nie zdziwiłbym się gdyby taki wynajem o kalkulacjach jakie przestawiłeś faktycznie byłby popularny bo przypadku z AmberGold, kredytami frankowymi, opcjami walutowymi i innymi podobnymi przypadkami wskazuje, że jako społeczeństwo mamy spory problem z ekonomią i zarazem wielkie parcie na produkty na które nas nie stać. Tak więc jestem w stanie uwierzyć, że ktoś będzie w stanie pół swojej pensji przeznaczać na comiesięczny wynajem auta na które go inaczej w ogóle nie byłoby stać.

    Trochę jak z kredytami frankowymi 😉 w złotówkach nie masz zdolności więc bierz we frankach – gadali „doradcy” w bankach. To samo z wynajmem, na zakup nie masz kasy więc nie stać Cię no to wynajmij za pół pensji 🙂

    1. Czytaj ze zrozumieniem. Przecież jest napisane, że najem staje się realny a nie konieczny. Mając wypłatę 3500 i będąc np. kawalerem stać Coę wtedy na samochód premium i masz jeszcze na paliwo i swoje utrzymanie, a przy kredycie czy leasingu żadnych szans. Poza tym w tekście jest tez napisane o innych markach, zakładam że tańszy o połowę samochód to i najem przez pół, a wtedy jaki sens ma kupowanie? Licząc samochód za 50 tyś. to 36 x 750 i wpłatę 5 tyś daje 32 tyś. To po co kupować i spłacać kredyt po 1500 zł? A jak samochód po umowie jest droższy na rynku niż pozostałe niespłacone 18 tyś to można go odkupić, sprzedać i zarobić. I nie porównuj z kredytem we frankach bo to nie ma nic wspólnego. Kredyt hipoteczny musisz spłacić w 100% + odsetki i jeszcze ryzyko kursowe. A najem jest wyraźnie tańszy niż kredyt na nieruchomość we franku. Gdzie tu Twoja wyuczona ekonomia w tym porównaniu?

      1. Takie głupoty, że nie ma jak tego skomentować. Naprawdę w to wierzysz co piszesz?

        3,5 tys. zł i stać na samochód premium za rate1,5 tys. zł. Bo jest kawalerem. Gołodupiec i ma zaczynać od wywalania kasy na tzw. premium bo jak się zepnie to akurat mu starczy. Nie, przy takich zarobkach kompletnie nie stać nikogo na taką ratę za samochód.
        Trzeba być ekonomicznym ignorantem i być oderwanym od rzeczywistości aby zdecydować się na taki wynajem przy takich zarobkach.

        Tak, nie ma sensu taki wynajem przy tak niewielkich zarobkach gdyż zupełnie nieekonomiczne jest wymienianie samochodu na nowy będąc osobą fizyczną i nie mając żadnych istotnych zniżek czy nie mogąc go dodatkowo amortyzować w prowadzonej przez siebie działalności.

        Mowa o racie 1,5 zł przy 3,5 tys. zł zarobków czy racie 750 zł. To stanowi już ok. 20 proc. czyli na uparto można się porywać na taki wynajem jeżeli ktoś ma ogromne parcie na samochód na który go nie stać. Może to nie zrujnuje jego budżetu bo razem z benzyną będzie to ok. 1/3 jego zarobków. Lepsze to niż płacić 50 proc. swoich zarobków na wynajem tzw. premium.

        Nie jestem żadnym przeciwnikiem wynajmu ale te kalkulacje jakie podałeś w stosunku do zarobków są kompletnie oderwane od rzeczywistości i chyba tylko ignoranci z wielkim parciem na premium decydują się na taki wynajem.

        1. Dobra, zrzucam z tonu o dwa biegi…

          1. Kawaler, 3500 zł, teoretyczni jest w stanie płacić ratę 1500 zł za A-klasę z ceną 1500 zł,
          dochód: 3500 zł
          wynajem: 1500 zł
          paliwo i inne myjnie, parkingi, itp: 500 zł – uznajemy, że jak wynajął auto to ma zamiar nim jeździć, przynajmniej te kilkanaście tysięcy km rocznie
          zostaje 1500 zł
          i teraz w wersji super-optymistycznej to jeżeli mieszka ten kawaler z rodzicami, nie musi płacić za media, nie musi płacić za masło, szampon i papier toaletowy no to w sumie można uznać, że jest w stanie wynajmować auto, jest to „realna” sytuacja.
          w wersji optymistycznej to ma mieszkanie po babci i musi płacić tylko 500 zł za czynsz, media więc zostaje mu 1000 zł „na życie” a dokładniej to „na wyżycie” czyli od pierwszego do pierwszego i byle nie pojawił się żaden większy wydatek bo będzie trzeba brać chwilówkę… no ale po blokiem będzie stała wynajmowana A-klasa… to jest realna sytuacja?
          w każdej innej wersji czyli takiej gdzie ten kawaler musi płacić większą stawkę za mieszkanie to zupełnie nie jest możliwy wynajem takiego auta. Chyba, że też będzie „po studencku” wynajmował pokój w mieszkaniu i wtedy też to będzie kuriozalna sytuacja gdy przed oknem będzie stał również wynajmowany Mercedes.

          Z ratą o połowę niższą, tj. 750 zł + paliwo czyli powiedzmy, że 1000-1200 zł praktycznie nic się nie zmienia. Będzie miał ktoś te 700 zł więcej i dzięki temu może nie jadł najtańszego jedzenia i co najwyżej będzie go stać na wyjazd swoim wynajmowanym autem do Zakopanego albo nad morze bo w innych okolicznościach to nie odłoży na urlop.

          Nie chcę rzucać oskarżeń ale tak dobierając kalkulacje trochę manipulujesz. Zestawiasz leasing z wykupem 1 proc. czyli spłatą całej wartości auta przez 3 lata z wynajmem. Dlaczego nie dobrałeś parametrów leasingu aby były jak najbardziej podobne do wynajmu tj. leasing z jak najwyższym wykupem? Wtedy rata leasingu będzie istotnie niższa czyli nie będzie takiej dysproporcji. Mam nadzieje, że to przeoczenia a nie celowy zabieg.

          Co autor miał na myśli? 🙂 Wydaje mi się, że chodzi Ci o to, że jeżeli już „bardzo, koniecznie, nie ma innej opcji” musimy mieć nowy samochód z salonu to wynajem pozwala na użytkowanie tego auta przy najniższej comiesięcznej opłacie. Racja? Ja czepiam się tego, że dobrałeś złe wartości dochodu ale innych nie dało się dobrać bo to przecież średnia krajowa. Te „gdybym miał wolne 800 zł to wynająłbym sobie auto” to też takie gadki szmatki bo istotne jest to czy to jest Twoje ostatnie 800 zł czy do aktualnych wysokich zarobków wpadło jeszcze kolejne 800 zł i w sumie można je wydać na wynajem nowego auta. Gdy się zarabia 10 tys. zł to jak ma się taką fanaberię to można i płacić ratę za samochód 5 tys. zł bo drugie 5 tys. zł zostanie „na życie”. To trochę inna sytuacja niż zarabianie średniej krajowej i w wyniku oszczędnego życia mieć wolne 800 zł ale jednocześnie wywalać je na wynajem Skody Fabii czy innego wozidełka przez 3 lata.

          Gdybyś mógł podać dokładniejsze kalkulacje i warunki takiego wynajmu to by to miało więcej sensu. W tej chwili piszesz „może nawet z ubezpieczaniem i serwisem” w cenie raty. No to z czy bez? To przecież istotne. Wtedy będzie można to zestawić z innymi formami finansowania auta, takimi o porównywalnych parametrach a nie jak ten leasing z wykupem 1 proc. wiec automatycznie maksymalnie wysoką ratą. Jest w ogóle możliwe wzięcie leasingu aby była jeszcze wyższa rata? To chyba maksymalna opcja bo raczej nikt nie da leasingu z 1 proc. bez wpłaty własnej na 3 lata. A przy 2 latach to chyba też wykup będzie musiał być większy niż 1 proc.

          1. Szanowni Państwo,
            bardzo dziękuję za Wasze opinie do powyższego wpisu. Jestem przekonany, że można się spierać jeszcze bardzo długo… Mój tekst miał pokazać w jaki sposób my finansujemy zakupy, a jak np. Niemcy. Roztrząsacie nie ratę w porównaniu leasing-najem, a dochód 3,5 tyś. zł. Moim zamiarem było pokazanie, że najem samochodu jest tańszą formą posiadania niż zakup i mozolne spłacanie leasingu czy kredytu. Napisałem również, że każdy musi wysokość raty dopasować do swojego budżetu, wcale nie namawiam na zakup premium, napisałem również o tańszych markach. Przykład dochodu i porównanie rat miał jedynie pokazać, że przy racie leasingu 2,8 tyś. nie ma szans na zakup Mercedesa klasy A. Przy racie najmu 1,5 tyś. staje się on już realny. Pisałem o leasingu, więc domyślnie – formy finansowania przeznaczonej dla firm, czyli podmiotów, które dodatkowo odliczą VAT od raty (zgodnie z ustawą 50 lub 100%, do wyboru) oraz podatek dochodowy. Po odliczeniu 50% VAT i podatku dochodowego, prawdziwy koszt najmu wyniesie ok. 1,1 tyś.
            Czy zatem taki najem jest realny? – zdecydowanie TAK. Zakładając, że nie masz innych wysokich wydatków, to pozostaje ponad 2 tyś. na utrzymanie po zapłacie raty; przy racie 2,8 i pozostających 700 zł widać jasno, że się nie da.
            Czy ktoś chce wydać na samochód 30-40% swoich dochodów? Tego bym nie rozstrzygał, ponieważ to kwestia indywidualna, nie można więc jednoznacznie powiedzieć, że głupia, nieodpowiedzialna lub ktoś nie zna się na ekonomii. Jeżeli komuś taki wydatek pasuje i w zestawieniu z kosztami miesięcznymi go stać, to nie jest nierozsądne.
            Jeśli kogoś nie stać, pozostają tańsze marki – tu także rata najmu jest prawie połowę niższa niż leasing czy kredyt – czy się nie opłaca? Ja uważam, że tak, a jeżeli ktoś nie chce lub nie ma przekonania do tej formy, to zawsze może jeździć tanim samochodem za gotówkę. Pisałem tu o alternatywie a nie przymusie. Choć nadal idę o zakład, że kilka lat w większości będziemy wynajmować a nie kupować. Skoro kraje bardziej od nas rozwinięte do tego doszły to znaczy, że nie potrafią liczyć? Że są słabi z ekonomii? Jestem przekonany, że jest dokładnie na odwrót.
            I tu podam przykład, bez zagłębiania się w cudze dochody – mój znajomy zakupił samochód używany – Toyotę Corollę za 35 tyś. zł (nowa 70 tyś.), wpłacił 10 tyś. wziął kredyt na 3 lata z ratą 800 zł. Wynajmując nową Corollę na 3 lata (na gwarancji!!! Z asistance itd.) płaci miesięcznie 900 zł (minus 50% VAT = 800 zł, którego nie odliczył przy używanym (podatek dochodowy i tu i tu odlicza, więc go nie biorę pod uwagę). Realnie więc jaki sens ma jeżdżenie 5-letnim samochodem, który po spłacie będzie miał już 8-lat (wiadomo wiek wpływa na koszty eksploatacji – naprawy + bardzo niska wartość końcowa samochodu) za te same pieniądze?
            Pozdrawiam Maciek

          2. Spalacz, cały czas piszesz odnośnie dochodu, a może ktoś jest kawalerem, a może nie jest… Może je masło, a może krewetki, może mieszka za darmo w mieszkaniu służbowym, a może wynajmuje apartament za 2 tyś…. Ile jest różnych przykładów życia w Polsce? – tyle co nas Polaków. I tak możemy dyskutować latami, to nie ma sensu, przecież napisałem, że każdy podejmuje decyzję sam, w zestawieniu ze swoim dochodem, kosztami miesięcznymi itd. Tak samo można powiedzieć, że ktoś ma dochód 3,5 zł i alimenty w wysokości 3 tyś. – no nie stać go na wynajem… itd.itd.
            Co do wyliczenia to nie jest żadna manipulacja. Porównałem najem z leasingiem, zakładając w tym drugim wykup 1%, dlaczego? Bo tak najczęściej (75% leasingu) klienci finansują. Gdybyśmy zwiększyli wykup do maksymalnego jaki można zastosować (zakładam wartość rynkową jak w przypadku najmu), to rata nawet nie będzie wyższa tylko identyczna. I teraz – jakie to ma znaczenie? Idąc tokiem Twoich porównań z dochodami klienta – i tak nie będzie go stać na wykupienie samochodu 😉 Więc suma summarum, czy w leasingu, czy w najmie, i tak na końcu nie ma samochodu, spłacił dokładnie tyle samo – jest różnica ? Nie ma żadnej.
            To teraz po co jest najem:
            zakładając, że kupujesz samochód w leasingu i ustawiasz parametry finansowe jak w najmie (rata identyczna), na końcu umowy musisz wykupić samochód, a co jak wykup jest większy niż jego wartość na rynku? A co jak nie masz na wykup? A co jak samochód zwyczajnie się nie wydarzył i już go nie chcesz? Może miałeś kilka stłuczek i cena używanego drastycznie spadła? Musisz wykupić i…. bawić się w sprzedaż, płacić podatki jeżeli coś na tym zyskasz (VAT + dochodowy), odbierać w weekendy telefony od handlarzy oferujących śmieszne ceny; martwić się, że kończy się polisa i jeszcze trzeba opłacić bo nowego nabywcy nie ma; stresować się, bo przecież potrzebujesz kosztów, masz nowy samochód do odbioru, stary jeszcze nie sprzedany – nie ma na wpłatę do nowego, koszty muszą się zbilansować w jednym miesiącu żeby uniknąć podatków itd…. A na końcu z ciśnieniem sprzedajesz za dużo niższą kwotę niż chciałeś (bo czas goni) i rozpamiętujesz ile to straciłeś….
            A w najmie? – rata ta sama co w leasingu więc i koszty i wydatki te same. Jest tylko SPORA różnica na końcu umowy – jeżeli chcesz pominąć wszystkie te fatalistyczne, wymienione przeze mnie powyżej sytuacje (choć codziennie się z nimi stykam w swojej pracy i są bardzo prawdziwe) – to nie musisz samochodu po najmie wykupować!!! Masz pierwszeństwo – chcesz możesz wykupić i dalej jeździć, możesz na nim zarobić jak dasz radę, a jak nie chcesz, to po prostu zostawiasz samochód i wyjeżdżasz nowym. Więc dla mnie dalej najem ma więcej plusów – i nie tylko dla mnie, cały zachód tak kupuje – a my Polacy? Kupujemy po nich używki…. Więc przekonuję do najmu – będziemy za te same pieniądze użytkować nowe samochody, a używki po nas niech jadą – nie wiem – może na wschód.
            Co do wspomnianych przeze mnie „może nawet z serwisem i ubezpieczeniem” pytasz „no to z czy bez” – sprawdź proszę 🙂 Nie jestem w stanie w jednym poście napisać o szczegółach ofert każdej marki. Po pierwsze pisałbym latami jeden wpis, po drugie byłby tak długi jak encyklopedia. Dziś firmy handlowe prześcigają się konkurując o klienta – to kwestia promocji, mogę podpowiedzieć, że jeszcze niedawno Hyundai miał taką z serwisem i ubezpieczeniem w cenie (najem na 10 miesięcy jak dobrze pamiętam) – i teraz każdy klient musi poszukać, sprawdzić i odpowiedzieć sobie na pytanie – czy chcesz mieć sam najem (kredyt lub leasing) na np. Toyotę, czy wolisz z serwisem i polisą jeździć Hyundaiem?
            Poza tym chciałbym Ci powiedzieć to co zawsze podkreślam – jeżeli jesteś zainteresowany zakupem samochodu, pralki. telewizora, whatever…. pójdź, porozmawiaj, sprawdź ofertę, porównaj, przemyśl i dopiero kup.
            Nie mam zamiaru wmawiać nikomu, że najem jest lepszy. Dla mnie i zdecydowanej części Europy tak jest. My jeszcze do tego nie dorośliśmy, jak do leasingu w pod koniec lat 90-tych, kiedy zaczynałem swoją pracę w motoryzacji. Teraz leasing to normalka, bo się nauczyliśmy, przekonaliśmy i poznaliśmy na własnej skórze. I tak samo będzie z najmem, trzeba czasu…
            pozdrawiam Cię serdecznie Maciek

          3. Dlaczego klienci leasingu wybierają ten wykup z 1 proc.? Może dlatego, że im się to najbardziej opłaci. Po okresie leasingu mają auto dla siebie bo chcą je mieć. W przypadku wynajmu spłacają w praktyce tzw. utratę wartości i po wynajmie zostają „z niczym”, tj. mogą sobie wykupić to auto jeżeli chcą je dalej mieć. W przypadku leasingu mogą je zostawić w rozliczeniu.

            W jaki sposób rata ma być identyczna przy zwiększeniu wartości wykupu? Zamiast 1 proc. niech będzie 30 proc. Okres umowy ten sam.

            Dlaczego piszesz, że po leasingu z kwotą wykupu 1 proc. nie ma się auta tak jak po wynajmie? przecież KAŻDY na koniec w praktyce wykupuje ten samochód. Kto zostawi samochód firmie leasingującej o wartości np. 60 tys. zł (przy cenie nowego 100 tys. zł) gdy może go mieć na własność po wpłacie 1 tys. zł? Nie twierdzę, że zawsze ktoś taje się właścicielem i jeździ tym autem dalej ale po prostu są inne rozliczenia takiego auta które jest już spłacone względem wynajmowanego.

            W tej chwili przecież porównałeś sytuację:
            1. leasing, płacisz większą ratę, spłacasz auto całkowicie, po 3 latach jest Twoje, możesz nim jeździć dalej bez opłat albo sprzedać komuś obcemu albo zostawić u dilera w rozliczeniu za nowe,
            2. wynajem, płacisz mniejszą ratę, spłacasz tzw. utratę wartości, po 3 latach możesz też wykupić auto jak chcesz (tak domniemam, nie widziałem tej umowy i faktycznej ceny, czy jest to w ogóle opłacalne), jak nie wykupisz to nie masz auta, bierzesz kolejne na wynajem albo chodzisz na piechotę

            No i stąd wynika ta różnica na wysokości raty, tj. po leasingu z wykupem 1 proc. w praktyce ma się spłacone auto. Można też tak skalkulować sobie opłaty za leasing aby przypominało to typowy… leasing? 🙂 bo w naszym kraju leasing to w zasadzie bardziej korzystna forma kredytowania auta.

            Tak osobiście nie podoba mi się taka retoryka typy „straszne rzeczy będą się dziać, handlarze będą budzić o północy, chcesz nowe auto ale nie sprzedałeś starego, kasy brak, co zrobić?” i ciężko mi z tym dyskutować. To takie strachliwe argumenty które na mnie osobiście nie działają więc mógłbym uznać je za bzdurę ale niech będzie, że są ludzie którzy boją się takich „katastroficznych” wizji jak to, że mogą zostać ze swoim 3-letnim „truchłem” na własność 🙂

            Co w sytuacji gdy autem wynajmowanym zrobimy te kilka stłuczek, doprowadzimy do stanu marnej używalności i utraty wartości ponad tą skalkulowaną przez firmę wynajmującą? Zapewne w umowie najmu jest stosowny podpunkt który wyrówna szkody kosztem naszej kieszeni. Przecież nawet jest określony limit kilometrów którego nie można przekroczyć baz dopłaty bo się samochód zużywa i jest mniej warty. Racja?

            Tak jak już wyżej pisałem to nie jestem żadnym przeciwnikiem wynajmu, każda oferta jest dobra do przeanalizowania ale przy podanych dochodach wydatki są kuriozalne. Rozumiem, że chciałeś pokazać, że tutaj jest mniej, tutaj jest więcej ale i tak trzeba mieć sporo kapusty aby było kogoś stać na wynajem nowego auta.

            To może podaj jak wyglądają przykładowe kalkulacje i zarobki na tym Zachodzie to będzie widać dlaczego tam wynajem nowych aut jest tak popularny. Ceny aut mniej więcej takie same jak u nas (czasami nawet mogą być niższe bo nie mają wysokiej akcyzy za większe silniki) a zarobki o wiele większe. No ale znowu to czepianie się tej kalkulacji dochodów i jakoby tego, że przeciętny rodak dzięki wynajmowi będzie w stanie jeździć nówką salonówką przy swoich dochodach.

            Wystarczy, że opiszesz jedną markę. Prosiłem bo jak rozumiem masz swobodny dostęp do wszelakich kalkulacji, regulaminów, zasad i możesz to zrobić od ręki. Mowa była o A-klasie za 100 tys. zł. Nie wiem po co mnie tak pouczasz w tym abym poszedł i zapytał o szczegółową ofertę kupując pralkę. Poruszasz temat na blogu to uznałem, że pytanie o szczegóły tego o czym gadamy będzie stosowne. Teraz to właśnie „ja uważam, że wynajem jest korzystniejszy a po szczegóły to sobie idźcie i popytajcie bo wszędzie są inne”, OK, Ty piszesz co chcesz, a ja pytam o co chcę 🙂

            Też nie uważam, że jesteśmy jakimś tam zaściankiem i musimy się „uczyć wynajmu” tak jak nauczyliśmy się leasingu ale wszystko rozchodzi się o warunki, sytuację i kalkulację. Jeżeli warunki leasingu są kiepskie to nikt nie przekona nikogo do takiej formy finansowania. Jeżeli wynajem jest kiepski to tak samo. Przecież każdy (tak zakładam) umie liczyć własne pieniądze i wie co jest dla niego korzystniejsze.

            Przecież najistotniejsze są całkowite koszty całej transakcji. Przecież wynajem nie jest żadnym prezentem dla wynajmującego i nic nie otrzymuje za darmo. Wszystkie straty na wartości musi pokryć wynajmujący. Ta oferta to też nie wspaniałomyślny dar bo to tez wiąże się z większym ryzykiem firmy wynajmujących ale zapewne na podstawie danych z leasingu (tego, że po okresie leasing auta są w dobrym stanie i łatwo je dalej sprzedać w dobrej cenie) uznały, że warto zaproponować wynajem który nie jest bezpośrednio skalkulowany na całą kwotę auta.

          4. Co do tej Corolli to sens jest taki, że mimo wszystko na koniec zostanie z 8 letnim autem (które wcale nie będzie zajechanym trupem nie nadającym się do niczego) a przy nowej Corolli będzie miał już 3 letnie auto i aby mieć czym jeździć będzie musiał je wykupić albo wynająć nowe. I dalej płacić za wynajem. Jak domniemam znajomy „nie śmierdzi groszem” więc zapewne nie chciał kupować zupełnie nowego auta bo go nie było na nie po prostu stać.

            W mojej ocenie wynajem nowego auta to mimo wszystko opcja dla osób które stać na nowe auto. Aby to miało ręce i nogi to na koniec wynajmu muszą móc podjąć swobodną decyzję czy wykupują auto czy wynajmują dalej inne. Móc czyli mieć kasę na wykup i go rozważyć. Nie jest to oferta dla „gołodupców” którzy tylko patrzą na niską ratę bo mocno wtopią jeżeli nie wykupią auta gdy będzie to dla nich opłacalne a nie będą mieli tych kilkudziesięciu tysięcy pod ręką. Cały czas chciałbym zobaczyć te całościowe warunki umowy aby określić na ile opłacalne jest to zostawianie auta u dialera i wzięcie nowego.

            Wszystko to oczywiście sprowadza się do przekonania, że nowe auta trzeba szybko wymieniać, nie można zostać z 3-letnim „rzęchem” bo kończy się gwarancja.

  2. Rzeczywiście wynajem to ciekawa alternatywa i sposób aby zawsze jeździć nowym (lub prawie nowym) autem. Być może i w naszym kraju za jakiś czas stanie się normą.

  3. Ale się rozpisaliście 🙂 Przeczytałem wszystko uważnie i zaczynam naprawdę wiedzieć o co chodzi w tym najmie, muszę przyznać że zaczyna mi się podobać.
    facecar.pl wreszcie ktoś zaczyna się zajmować tematem i edukacją. Pamiętam jak w 2001 roku kupowałem swój pierwszy nowy samochód i też nie brałem leasingu, znajomi mnie straszyli, że stracę samochód jak leasing upadnie, że nie mój itd. I spłacałem jak głupi kredyt, wrzucając w koszty tylko jedną trzecią samochodu i buląc podatki. Później się nauczyłem i teraz już wiem, że najlepszą formą zakupu jest leasing. Ale na końcu mam dokładnie te same problemy jakie opisałeś – sprzedaż używki, jej cena, podatki, czas itd. Za rok kończę leasing i pomyślę o najmie, napisz proszę jeszcze na blogu czy są jakieś haczyki, co się dzieje w najmie w przypadku szkody całkowitej lub kradzieży, jak się rozlicza szkody na samochodzie itd.
    Pozdrawiam Tadeusz

    1. Straszyli bo wcale wcześniej nie musiały być takie korzystne warunki leasingu jakie są dzisiaj. To wcale nie jest przypadek, że dzisiaj pojawiają się oferty wynajmu a 5 lat temu ich nie było, przynajmniej tak korzystne. Po prostu kalkulacja ryzyka firm wynajmujących pozwala zaproponować dzisiaj taką ofertę w naszej polskiej rzeczywistości. Nijak to nie ma związku z tym, że musimy się czegoś uczyć, jesteśmy zacofani względem zachodu, itd.. Tzn. ekonomicznie/majątkowo jesteśmy 😉 i dlatego podsuwają nam droższe oferty finansowania gdyż uwzględniają one wyższe ryzyko firm finansujących.

      No, dlaczego 10 lat temu nie było takich ofert wynajmu tylko albo kredyt albo leasing? Bo nikt by się nie zdecydował na wynajem vs. leasing? 🙂 Przecież w gruncie rzeczy to to samo dla klienta pod kątem użytkowania auta. Ale nie jest to to samo dla finansującego bo przy leasingu jest lepiej zabezpieczony.

      Oczywiście dla klienta to dobra sprawa bo jest taniej na racie. Bo też w dużej mierze ryzyko transackji jest przeniesione na stronę finansującą. Przy czym dalej nie mogę odczepić się od tego, że „jak wpadło ci 500+ to już możesz sobie pozwolić na wynajem nowego auta z salonu” 😉

  4. Masakra z tym oczekiwaniem na moderację. 14 lipca napisany post, teraz 19 lipca i dalej oczekuje na moderację 🙂
    Uniemożliwia to dyskusję, nie piszę więcej

    A co do tematu to z tego co się zorientowałem czysto finansowo taki wynajem jest w ogólnym rozrachunku właśnie najmniej korzystny dla kupującego względem innych form finansowania. Dobre to jest w zasadzie tylko dla osób których nie stać na nowych samochód a bardzo chcą nim jeździć. Dla tych których stać dzisiaj kupić auto nie jest to opłacalne. Stawki są za wysokie, za granicą mają niższe i im się to opłaca. U nas właśnie wartość auta musi spaść do tych 50 proc. po 3 latach, nie licząc nawet wyposażenia dodatkowego, aby dało się takie auto sprzedać. Na zachodzie 3 letnie auto w dobrym stanie i przy tych 50-90 tys. km kosztować może i 70 proc. nowego i znajdują się chętni do zakupu. U nas to nie możliwe.

    1. Przepraszamy za tak długi okres zatwierdzania komentarzy, mieliśmy atak spamu. Cieżko wyczyścić kilka tysięcy komentarzy z wirusami. Pozdrawiamy

      1. Taki spam raz wyłączył mi bloga (też prowadzę, ale w innej tematyce zupełnie, nieistotna) i skończyło się na restarcie z backupu, więc się solidaryzuję 🙂

        A co do tematu, to chciałbym zapytać, czy samym dealerom bardziej w Polsce opłacałoby się wynajmować niż oddawać auta w leasing. Jeśli dobrze rozumiem, wysokość stawek za wynajem ma rekompensować późniejsze próby sprzedaży używanego auta, tak? To jedyna korzyść? Pytam, bo widzę korzyści z punktu widzenia kierowcy, ale chętnie dowiedziałbym się jakie profity z takiego systemu mają sprzedawcy aut. Co dla nich jest motywacją? W końcu potem muszą się męczyć ze sprzedażą auta – nie daj boże, jeszcze do tego po stłuczce.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *