Szalone klientki na jeździe próbnej i nasz Macho :-)

yaris wypadek

Pamiętam jak w w dwutysięcznym którymś roku, zobaczyłem na niemieckiej stronie ranking najniebezpieczniejszych zawodów. Zanim przeczytałem artykuł, zastanawiałem się kto jest liderem, obstawiałem górnika, strażaka itp. Padłem z wrażenia jak zobaczyłem na pierwszym miejscu sprzedawcę samochodów !!! I to nie jest żart 🙂 Niemcy w uzasadnieniu napisali, że za taki stan w poprzednim roku odpowiada liczba wypadków podczas jazd próbnych z klientami, wiele z nich miało miejsce przy całkiem sporych prędkościach na autostradach. Zacząłem się zastanawiać jak jest w naszym kraju. Patrząc na swoje jazdy, sytuacje na drodze, stwierdziłem że u nas jest spokojnie. Miałem kilka niegroźnych wypadków które spowodowali klienci, zawsze jednak przy małych prędkościach.

A to ktoś się zagapił i nie wyhamował przed skrzyżowaniem, to znów automatyczna skrzynia biegów stwarzała problem w obsłudze komuś kto nigdy z nią nie jeździł. I kończyło się na jakiejś barierce, płocie czy ścianie, ot takie małe stłuczki, normalka 🙂

Pracując jeszcze w Toyocie mieliśmy taki zwykły, wakacyjny dzień, bez wielkiego ruchu w salonie, odpoczynek 🙂 I nagle otwierają się drzwi, a do środka wchodzą dwie młode i całkiem ładne dziewczyny. Nie wiem czy dobrze robię że to piszę, moja żona czyta bloga 🙂 Dobra, dla Was się poświęcę, najwyżej nocami doczytam zaczęte książki 🙂 Siedzi nas trzech, jeden koło drugiego, zaczyna się ciche i szybkie targowanie kto podejdzie 🙂 Szybka akcja, z losowania wypada na Wojtka 🙂 Wyprostowany jak struna, z niebiańskim uśmiechem na twarzy wkracza do akcji 🙂 Jak sobie przypomnę, to do dziś nie mogę się przestać śmiać 🙂 🙂 🙂 A to chłopak zawsze stateczny, cichy, spokojny… ale jak widział ładną kobietę, zmieniał się w rekina 🙂 Zaczyna się rozmowa nt Yarisa, jakieś komplementy, prezentacja samochodu, propozycja jazdy próbnej. Do dziś Wojtek się nie przyznał dlaczego pojechał z dwiema atrakcyjnymi koleżankami na najtrudniejszą trasę w okolicy, same zakręty, góry, lasy.. Może ten las zaważył?? 🙂 Miał takie ciśnienie, że nawet nie spisał formularza jazdy próbnej, poprosił o okazanie prawa jazdy i „wio” do samochodu. Pojechali…

Mija piętnaście minut, dwadzieścia, trzydzieści, godzina…. Chyba sami możecie domyślić się naszych komentarzy, zakładając że nasze jazdy testowe trwały maksymalnie ok. 30 minut, i to rzadko, z reguły ok. 20 🙂 I tacy rozmarzeni siedzimy gawędząc, co też teraz nasz Wojtuś wyprawia 😉 Złapałem jednak trochę zimnej krwi i postanowiłem do niego zadzwonić, czy oby wszystko w porządku. Raz, drugi, trzeci …. nie odbiera. Nagle główną ulicą, widoczną przez okna salonu, przejechała z prędkością światła Straż Pożarna na sygnale, za kilka sekund druga. Mija jakaś minuta a tu karetki na sygnałach… Po kolejnych kilu minutach Policja, także na „bombach”… Patrzymy na zegarki, od wyjazdu Wojtka minęło w sumie dobrze ponad godzinę. Szybka akcja, pakujemy się do testowej Corolli T-Sport, i wyciskamy wszystko ze 192 KM. Jak szaleni jedziemy trasą jazdy testowej, żeby zobaczyć co się stało. Przejechaliśmy już sporo dalej, a tu nic, wszystko normalnie. Tomek mówi do mnie, że może pojechał tą krętą przez las. Nie no, chyba nie wywlókł dwóch Pań z prawem jazdy od tygodnia w tamtą stronę?? Wracamy pod salon, w końcu oddzwania Wojtek – „będę za chwilę”. Żyjesz? Coś się stało? – Nie spoko…. Kamień spadł nam z serca…

Pod salon podjeżdża radiowóz z którego wysiada Wojtek. Mieliśmy takie ładne białe koszule z logo Toyoty, a ta…. cała czerwona. Zakrwawiony Wojtek wpada do salonu i ze swoim stoickim spokojem mówi że mieli wypadek. Relacjonuje wydarzenia, pojechali górską trasą, krętą i stromą (oczywiście asfalt), w drodze powrotnej (teraz z góry po zakrętach, niektóre po 180 stopni), młoda Pani pyta ile samochód ma koni – 87. Oooooo to mocny jak na takie małe auto. Na liczniku z góry mają jakieś 80 km/h, dziewczyna pyta czy samochód może jechać więcej. Wojtek odpowiada że owszem, i to sporo więcej!!! No to Pani wcisnęła gaz w podłogę, nie wyrobiła na zakręcie… Przebili metalową barierę i spadli ze stromego urwiska w dół, samochód rolował – dach, koła, dach, koła, na szczęście po łące. Huk, szkło, odgłos zgniatanej blachy i latająca po samochodzie druga Pani, która siedziała z tyłu bez zapiętych pasów, opierając się o przednie fotele. Ta krew na Wojtku to właśnie jej. Finał był taki, że dzielny Yarisek poszedł do kasacji. Wojtek i Pani za kierownicą mieli zapięte pasy, więc nie stało im się kompletnie nic. A koleżanka z tyłu, no cóż, nie zastosowała się do nakazów zapięcia pasa. Przecież to kręta droga, jedziemy wolno, co może się stać?

To nie jest zdjęcie tamtego samochodu, ale pamiętam do dziś że był 5-drzwiowy i miał złoty kolor.

 .yaris wypadek

Kończąc tą całą relację chciałbym Wam napisać, że dziewczynie która „latała” po samochodzie, nic poważnego się nie stało. Miała wstrząs mózgu, złamany nos, rozcięty łuk brwiowy i rękę. Wyszła po kilku dniach ze szpitala. Później były poważne rozmowy z rodzicami tych dziewczyn, kierująca powiedziała, że pytając czy samochód może jechać szybciej, miała na myśli – czy właśnie teraz mogłaby pojechać szybciej. I odpowiedź Wojtka, na wydawałoby się oczywiste pytanie w celu uzyskania informacji, czysto teoretycznie, okazało się opacznie  zrozumiane i …. Bogu dzięki, że nic nikomu się nie stało. I to było najniebezpieczniejsze zdarzenie z jakim się spotkałem podczas ponad piętnastu lat pracy w motoryzacji. Aż do zeszłego roku… ale o tym później.

Pozdrawiam Was, życząc bezpiecznych jazd próbnych w salonach 🙂 Maciek

14 myśli na “Szalone klientki na jeździe próbnej i nasz Macho :-)”

    1. Peter myślę że też miałbyś sporo ciekawych sytuacji do opisania, po tych spotkaniach z juniorami 🙂 I pewnie trochę bezpieczniejsze. Pozdrawiam Maciek

  1. Czyli jednak są niebezpieczne sytuacje na jazdach próbnych. Tak sobie myślę, że jeżdżąc autem z salonu uważałbym dużo bardziej niż zwykle. Przecież wiem, że to nie moje auto i za niego odpowiadam. Chyba, że nie odpowiadam? Jak to jest?

    1. Maćku, przed jazdą próbną podpisuje się w salonie formularz, zgodnie z nim klient potwierdza że jest trzeźwy, nie jest pod wpływem żadnych środków odurzających. Jazda ma się odbywać zgodnie z przepisami ruchu drogowego, dodatkowo kierujący zobowiązuje się wykonywać polecenia sprzedawcy. Oczywiście jeżeli widzę że klient jest rozsądny i nie powoduje groźnych sytuacji na drodze, a dodatkowo dobrze prowadzi, mogę przymknąć oczy na np. szybszą jazdę. Nie tolerujemy wyprzedzania na przejściach dla pieszych, na liniach ciągłych, zakrętach, zajeżdżania drogi innym kierowcom itd. Inni użytkownicy nie wiedzą czy samochodem testowym jedzie klient czy pracownik salonu, w związku z tym każde łamanie przepisów czy chamskie zachowanie na drodze jest z reguły przypisywane nam, pracownikom dealerów. To niestety wpływa negatywnie na nasz wizerunek, nie mówiąc już o zagrożeniu dla innych kierowców. Podczas jazdy próbnej to kierowca odpowiada za swoje zachowanie, w związku z tym wszelkie mandaty za przekroczenie prędkości czy inne „wyskoki” obciążają kierującego, i uczestnik takiego testu jest przez nas o tym fakcie informowany. Nie wiem jak w innych salonach, u nas tak jest. Jeżeli zdarzy się stłuczka czy wypadek, to mamy samochód w pełni ubezpieczony, więc klient przeważnie nie jest obciążany żadnymi kosztami. Ale gdyby dajmy na to, nie stosował się do naszych poleceń i dojdzie do wypadku podczas np. wyprzedzania na zakręcie, to już inna bajka, możemy wtedy pociągnąć go do odpowiedzialności materialnej, a w razie uszczerbku na czyimś zdrowiu, taki klient odpowiada oczywiście z urzędu. Na szczęście ja przez ponad 15 lat pracy, takich sytuacji miałem kilka, są więc marginalne. Pozdrawiam Maciek

    1. Aldono pewnie nie każdy facet jest taki sam, ale prawdą jest że lubimy piękne kobiety i szybkie samochody 🙂 Trzeba się z tego cieszyć 🙂 A co do kasy, to chyba każdy chciałby mieć tyle, żeby go było stać na spokojne życie 🙂 Pozdrawiam Ciebie i wszystkie kobiety 😉 oraz każdego kto kocha polskie dziewczyny i szybkie samochody 🙂

    1. Mateusz, najmłodszy klient jakiemu sprzedałem samochód miał 17 lat. W zasadzie to nie on kupił tylko jego tato, w prezencie. A był to samochód Mercedes SLS AMG. Wiem brzmi to w naszym kraju kosmicznie, ale tak było. Poza tym sprzedawałem samochody na prezenty z okazji 18-tych urodzin, od Toyoty Yaris przez Subaru Imprezę czy Forestra. W ostatnich latach Mercedesy klasy A. Jak widzisz samochody były prezentami. Najmłodszy klient który sam dokonywał u mnie zakupu, i sam finansował samochód miał 18 lat, był to Yaris. Pozdrawiam Maciek

      1. Ja kupując w wieku 20 lat samochód za niewiele mniej niż cena podstawowej A klasy byłem okropnie zestresowany (co sobie sprzedawca i inni pomyślą…). Na szczęście był to samochód „firmowy” – pracuję w takim sektorze IT, że cudzysłów nieprzypadkowo (nie zarabiam używając auta) – więc udało mi się jakoś ukryć wiek. Natomiast nocy przed odbiorem nie przespałem zbyt dobrze. 😀

        Zawsze ciekawiło mnie ilu młodych klientów finansuje z własnych pieniędzy samochody w salonie. 🙂

        1. Mateusz nie dziwię Ci się 🙂 Są to na pewno mocne wrażenia, w dodatku szczególne przy pierwszym samochodzie 🙂 A co do osób młodych, to z rególy płacą rodzice, trzeba mieć dobrą pracę w naszym kraju, żeby młodzież było stać na nowe samochody. Mam nadzieję że i u nas kiedyś będzie młodych ludzi stać, żeby chociaż spłacać spokojnie kredyt na mieszkanie i samochód, i zarobić na to 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *